How Family Stories Shape Our Identities

July 25, 2017  - by 

by Rachel Coleman

Why do family stories matter? They directly impact how we see ourselves, our ability to succeed, and even our level of resiliency.

“Let me tell you a story about when I was your age.” How many of us remember hearing this from our parents at bedtime when we were children? How many of us have said this to our own children or grandchildren? Besides the quality bonding time that sharing family stories can provide to your relationship, experts and researchers have discovered a host of additional benefits, both for the listener as well as the storyteller.

 

 

Establish Our Core Identity

Family stories directly impact how we see ourselves because they give us an idea of where we come from and how we fit into our family. Think of each family story as a single thread in a tapestry woven with beautiful, complex patterns, colors, and designs. Like the tapestry, we are a combination of the culture, history, and traditions we inherited from our own families.

How to build a lasting family identity by sharing family stories.

Family narrative researcher Robyn Fivush found that sharing family stories contributes to kids’ emerging sense of self, both as an individual and as a member of a unified family. Adolescents who are able to recount specifics and details of family stories have higher self-esteem and greater resilience. Our family stories give us a sense of belonging and create a core identity that can be a great source of empowerment.

Fortify Faith in Ourselves

Sharing your family stories can help foster faith in ourselves.

Sharing family stories helps us to evaluate the actions of others and create meaning from the past. When facing challenges, we can draw strength from stories of relatives who also struggled with similar challenges and obstacles and were then able to overcome them.

During his keynote presentation at RootsTech 2016, David Isay, the founder and president of StoryCorps, shared an audio recording of a man named Lynn Weaver telling his daughter a story about his own father, Ted Weaver, who worked as a janitor and chauffeur to provide for the family. One night, after struggling with his algebra homework, Lynn gave up on the assignment and went to bed. Ted woke Lynn up at 4 o’clock in the morning, having stayed up all night to read through the algebra book and learn the concepts so he could teach them to his son. Lynn, who went on to become a renowned surgeon, later told his daughter, “To this day, I live my life trying to be half the man my father was.”

Stories of perseverance and resilience like this one help us to foster faith in ourselves. Knowing that our forebears triumphed over hard things gives us the faith and hope that we will too.

Increase Empathy

Hearing the stories of our families and learning of the hardships they faced helps us develop understanding, compassion, and empathy for them. Isay said, “The power of authentic stories, of stories told from the heart . . . the power to build bridges between people, bridges of understanding, is infinite.”

When we hear the narratives of family members who have gone before us, we often learn we are traveling similar paths. We notice common threads and intersections in our stories. “You’re going to walk in the footsteps of that person and recognize a little bit of yourself in that person,” said Isay. The more we read and hear, the more we come to see that we are more alike than different. Shared stories turn our hearts to our fathers, mothers, and ancestors.

Testify of Truth

Family stories are witnesses of personal experiences and cultural history. The combined letters, journals, oral accounts, pictures, and videos that tell our stories all bear witness to simple truths. They show our family members and their life experiences through an authentic lens, so we can better understand how they really were.

Learn true and inspiring stories about your family through journals, letters, and other resources.

In a world where the truth can be hard to distinguish, it’s become even more important to have these sources that we know we can trust. “We are surrounded by so much nonsense, and you don’t know what’s real and what’s an advertisement. But the stories you collect, the stories of our families, these are the authentic stories,” Isay said. Sharing your experiences brings another authentic voice into the world and testifies to your family and loved ones of the truths you have learned throughout your life.

What Can You Do?

So, what can you do to bring these and many other benefits to your own family? Isay said, “Listening is an act of love. A place where two people talk and ask the questions they’ve always wanted to ask is a sacred space.” If you want a happier, more resilient family, create those sacred spaces and tell your stories.

  • You can start right now.
  • Talk to your kids about the traditions you grew up with.
  • Tell stories about your family and your culture. Tell about the hardships and the triumphs.

That simple act may just increase the likelihood that your family will thrive for many generations to come.

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Comments

  1. I’ve researched and written a 164 page historical treatise on my Sicilian family ancestors’ immigration to America. It has over 300 citatitions. I’m 75 years old and don’t want this knowledge to die with me. How can I get the document into the public domain? Your counsel would be appreciated. Cdivitajr@gmail.com

  2. ”Genealogia koi smutek przemijania.

    Stanisław
    Wodyński

    Po wkroczeniu w siedemdziesiąty rok życia, dotychczasowy mój swobodny byt emeryta, który nic nie musi, a wszystko może, został zmącony obowiązkiem, jaki nałożony jest na seniorów rodu – opowiedzenia wnuczkom i wnukom, o tym: skąd się właściwie wywodzą? Kto… w sztafecie pokoleń, był przed nimi? Czyje geny – mają przekazywać dalej? Jak toczyła się – szeroko rozbudowana o poszczególne „miecze” i „kądziele” historia rodziny babci i dziadka Józefa Grodeckiego, który do końca swojego długiego życia, nie mógł zapomnieć o Stupsku ?

    Zabierając się do snucia genealogicznej opowieści, posiłkowałem się, tym co zostało już wcześniej ustalone, poprzez ustne przekazy, tych których pośród nas już dawno nie ma: rodziców żony i innych, nie żyjących już krewnych. Bardzo ważne okazały się też badania, przeprowadzone przy pomocy biura genealogicznego, przez szwagra Janusza Grodeckiego.

    Prof. Janusz Kazimierz Grodecki z rodziną.

    Zbiory, portale heraldyczne, biblioteki cyfrowe w Internecie – okazały się również kopalnią wiedzy. Dostarczały bowiem niejednokrotnie bardzo szczegółowych informacji.

    Buszując w „sieci” odwiedzałem miejsca i okolice, w których żyli przodkowie, odwiedzałem cmentarze, na których spoczywają. Z otchłani czasu, jaki nas dzieli od XVII w., wynurzać się poczęły postacie prapradziadków i praprababek, misternie parantelami powiązanych z zasiedziałymi od dawna na Mazowszu szlacheckimi rodzinami – przedstawicielami stanu, który przez całe stulecia był solą i podmiotem Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. To nie była żadna tam wielkopańska arystokracja. To byli posiadacze, dziedzice niewielkich majątków, którzy w pocie czoła i przy wytężeniu wszystkich swoich zdolności – utrzymywali swoje rodziny. Nie było to łatwe, gospodarując na mazowieckich, położonych w guberni płockiej bardzo lekkich glebach – osiągnąć większe korzyści.

    Przysłowiowy już, próżniaczy żywot dziedzica i jak to… na oficjalnej stronie gminy Stupsk scharakteryzowano tamte czasy” wyzysk kapitalistyczno-obszarniczy „ – należy zatem wrzucić wraz z innymi sloganami do szamba komunistycznej propagandy.
    Z największym bowiem niekiedy trudem, przychodziło im utrzymywać swój, odziedziczony po przodkach status. Szczególnym dla niego zagrożeniem była demografia! Przecież w tamtych czasach nie było, tak dokładnie, powszechnie wiadomo… skąd się biorą dzieci? To też, przeciętnie w rodzinie szlacheckiej – rodził się ich co najmniej tuzin! Żeby tam jeszcze chłopaków, ale jak Pan Bóg obdarzył dziedzica: synem i jedenaściorgiem córek? Wtedy cały majątek, wszystkie siły i możliwości w nim skupione pracowały na … posagi dla nich.

    To było bowiem najważniejsze zadanie dla szlachcica – zgromadzić odpowiednią z domu wyprawę dla córek. Środki finansowe, albo części majątków, które miały im zapewnić w miarę dostatnie życie, przynajmniej przez 30 lat. Jeśli w domu było na wydaniu wiele panien, to nie trudno sobie wyobrazić skalę problemów, z jakimi borykali się rodzice szlachcianek.
    Szlachta więc właściwie, głównie pracowała na rzecz przedłużenia gatunku, żywej substancji klasowej i co bardzo ważne – narodowej. Swoim wysiłkiem sterowała procesami pronatalistycznymi – tworząc dla nich podstawy i warunki ekonomiczne. Mieszkała w dworach, które pełniły wielorakie funkcje kulturotwórcze, edukacyjne, były ogniskami postępu cywilizacyjnego i technicznego. Dwór pełnił też bardzo ważną funkcje socjalną, przygarniając i wychowując, a także kształcąc osierocone dzieci włościan.

    W dworach rezydowali też … ubodzy krewni. Stare panny, które nie wyszły za mąż, bo zabrakło dla nich wiana, sędziwi utracjusze, albo pozbawione środków do życia przez ich hulaszcze prowadzenie się – wdowy po nich. Dwór był też pracodawcą, najczęściej … największym w okolicy.
    W większości przypadków z dworów – wywodzili się artyści, inteligenci, nauczyciele, profesorowie, księża, oficerowie, najwybitniejsi przedstawiciele pokolenia, które odbudowywało Polskę po odzyskaniu przez nią w 1918 roku Niepodległości.
    Dwór – gniazdo rodowe Grodeckich w Stupsku koło Mławy – nie został zniszczony przez działania wojenne!

    Zdewastowali i zburzyli go aż do piwnic komuniści! Systemowo niszcząc, patronując wszelkim działaniom miejscowego lumpenproletariatu, który dewastował i rozkradał to co z niego mogło się do ich domostw przydać

    . Miał bowiem dwór i jego otoczenie, wraz z zaprzepaszczoną pamięcią o dawnych jego mieszkańcach – zniknąć z powierzchni ziemi! Dworu już nie przywrócimy do dawnej świetności, ale pamięć o tych, którzy w nim się rodzili i umierali możemy ożywić. Wszak „los nie zmieni pochodzenia”.

    Nad poszukiwaniami genealogicznymi pradziadków zaciążyła dokonana dwadzieścia lat temu przez niestarannego, wynajętego przez rodzinę heraldycznego badacza – niedokładność. Otworzył on bowiem dzieje rodu od wzmianki, odnalezionej w Archiwum Diecezjalnym w Płocku wynikającej z wpisu w sumariuszu , informującej o informujący o tym, iż 15 lipca 1748 roku Antoniemu i Katarzynie z Czerwińskich Grodeckim, mieszczanom z Raciąża urodził się syn Jakub!
    Niedawno jednak odnaleziony akt ślubu, w którym jako ojciec Jakuba występuje nie Antoni, a Grzegorz wraz z Katarzyną z domu Cywińską – pozwolił wyjaśnić genealogiczną niejasność pochodzenia .

    Śledząc zatem szczegółowo łańcuch pokoleń Grodeckich – można śmiało wywieść, iż to – od urodzonego w 1784 roku Jakuba i jego rodziców pochodzą nasze i dzieci i wnuki.
    Jakub Grodecki, żonaty z Moniką Sulińską córką Kazimierza i Bożeny z Pogorzelskich Sulińskich był ojcem urodzonego w Niedarzynie około 1813 roku syna Józefa.
    Miejscowość Niedarzyn położona była w powiecie płońskim, w gminie Dziektarzewo. Józef Grodecki, ożenił się z Wiktorią Wilewską, córką Pawła i Józefy z Brzozowskich Wilewskich urodzoną w 1810 roku w Nagórkach. Jej rodzice wzięli ślub 18 lutego 1798 roku w Rogotwórsku. Paweł Wilewski urodził się na terenie tej samej parafii 13 stycznia 1768 roku, jako syn Antoniego i Marianny. Antoni Wilewski zmarł 6 listopada 1795 r., a jego żona – Marianna(nazwisko panieńskie nieznane) – 19 września 1779 r.
    Wilewscy byli właścicielami szlacheckiej części Nagórek. Ślub z kolei Józefa i Wiktorii odbył się 22 lutego 1835 r. w parafii Dziektarzewo. Świadkami tego ślubu byli: Longin Woźnicki i Szymon Gadkowski. Jako miejsce zamieszkania państwa młodych podano Ogonowo.
    Położona nad Wkrą, w dawnym powiecie płońskim, w gminie Dziektarzewo – miejscowość Ogonowo, leżała nieopodal Witkowa Miłaków – majątku będącego w posiadaniu Grodeckich.
    Józef i Wiktoria z Wilewskich Grodeccy byli rodzicami dziadka mojej żony urodzonego w Ogonowie w 1838 roku Franciszka. Mając 27 lat Franciszek, występujący wtedy jeszcze jako dzierżawca majątku Trzpioły, którego zostanie później właścicielem 13 czerwca 1866 roku żeni się z siedemnastoletnią wtedy Teklą Heleną Olszewską.

    Ślub odbywa się w Stupsku, świadkami tego wydarzenia byli August Kijewski, właściciel dóbr Wola Szydłowska oraz Teofil Olszewski, właściciel dóbr Kozły.
    Tekla, która używała później tylko swojego drugiego imienia – Helena, była jedną z sześciorga dzieci Antoniego i Lucyny z domu Burskiej Olszewskich. Rodzina Olszewskich nabyła majątek Stupsk od poprzedniego właściciela w pierwszej połowie XIX w. Przedtem Olszewscy mieszkali w nieodległym Olszewie. Dwóch braci Heleny, jak głosi rodzinny przekaz , zostało aresztowanych za udział w Powstaniu Styczniowym. Zesłano ich na Syberię i słuch po nich zaginął. Natomiast trzeci brat Antoni został zamordowany, o czym informowała „gazeta Toruńska” z 1880 r.

    Siostry zaś Tekli Heleny, powychodziły za mąż za artystów: urodzona w 1850 r. Aleksandra została żoną znanego malarza Wojciecha
    Piechowskiego ( 1849–1911),

    natomiast Maria (bliźniaczka?) wyszła za mąż za, niemniej słynnego artystę rzeźbiarza Hipolita Kasjana Marczewskiego (1853–1905), którego uczyniła niestety szybko wdowcem – zmarła bowiem w 1881 roku.
    Z postacią Wojciecha Piechowskiego ,bliskiego przyjaciela malarza Józefa Chełmońskiego wiąże się anegdota, iż …roztrwonił posag żony kupując w Warszawie zakład fotograficzny, który po dwóch latach działalności zbankrutował. Malarz, którego liczne obrazy zdobiły dwór w Stupsku, zginął tragicznie w jednym z pierwszych wypadków samochodowych… gdy na bryczkę, którą podróżował, najechał automobil.

    Olszewscy h. Pobóg pochodzą z osiadłego koło Mławy znanego rodu, którego protoplastami byli: Michał i nieznana z panieńskiego nazwiska Ewa. Byli oni rodzicami urodzonego w 1751 roku Tomasza, żonatego z Rozalią, której też nazwiska nie udało się ustalić. Ci z kolei, byli rodzicami urodzonego w 1775 roku Ignacego Olszewskiego, prapradziadka mojej żony. Ignacy ożenił się 22 stycznia 1799 r. w Żmijewie, z urodzoną w 1776 r. córką Wojciecha i Rozalii z Miłobędzkich Bobrów – Marianną.
    Pradziadek żony po kądzieli – owoc tego związku – Antoni Olszewski urodził się w 1803 roku. Występując po latach w akcie małżeńskim już jako dziedzic dóbr Kulany, ożenił się z ur. w 1821 r. z pochodząca z Woli Szydłowskiej Lucyną Burską.
    Ślub odbył się w Szydłowie. Przez długi czas, niczego więcej nie udało mi dowiedzieć o jej rodzicach, ani też o innych jej krewnych oprócz tego, że do chrztu, urodzonej 22 października 1848 r., babki mojej żony Tekli Heleny, który odbył się 17 grudnia 1848 r. trzymali ją rodzice chrzestni Ignacy i Weronika Burscy.
    Zupełnie niedawno uniosła się jednak kurtyna zasłaniająca jej pochodzenie, a to za sprawą aktu zgonu jej matki, z którego wynikało, że była córką Ignacego i Anny z Kijewskich Burskich, zaś jej dziadkami ze strony jej matki byli Jan i Krystyna z Rościszewskich Kijewscy. To odkrycie pozwoliło na głęboki, sięgający do wczesnego Średniowiecza wywód pokrewieństwa naszych dzieci i wnuków ze znanymi na Mazowszu rodzinami.
    Zaglądając bowiem, w głąb rodzinnych dziejów, za sprawą odkrytego pokrewieństwa z Rościszewskimi dotarłem do 15 pokolenia przodków naszych dzieci, którzy przed nimi na Ziemi Mazowieckiej żyli.
    Począwszy od ADAMA z Życka i nieznanej z imienia jego żony ROŚCISZEWSKIEGO, następnie ich syna, wzmiankowanego w 1439 r. jako łowczego połockiego, który ponoć był żonaty z BARBARĄ, córką księcia mazowieckiego Siemowita IV i jego żony Aleksandry Olgierdówny – ZIEMAKA ROŚCISZEWSKIEGO.
    Łańcuch pokoleń z nimi łączy nas, poprzez jego syna: STANISŁAWA ROŚCISZEWSKIEGo, następnie – jego syna JAKUBA i Dorotę ROŚCISZEWSKICH, rodziców FLORIANA żonatego z JADWIGĄ z Zielińskich.
    Potem wywód wymienia ich prawnuka Jana, żonatego z Ewą Wempilską, ich syna Felikasa i jego żonę Mariannę Dębską, rodziców Wojciecha, żonatego z Teresą Tłubicką, ich syna Antoniego żonatego z Marianną Młocką, rodziców Krystyny, która wyszła za mąż za Jana Kijewskiego, których córka Anna, żona Ignacego Burskiego – przedwcześnie osierociła prababkę mojej żony Lucynę Antoniową Olszewską.
    Antoni Olszewski zmarł w 1877 roku. Jego żona Lucyna znacznie później, bo jak wspominał po latach ojciec żony – pamiętał z wczesnego dzieciństwa postać babki, krzątającej się po dworze w Stupsku, w którym w 1888 r. się urodził.

    Tekla Helena wychodząc za mąż za Franciszka Grodeckiego wniosła mu znaczny posag w postaci udziałów w majątkach sąsiadujących ze Stupskiem.

    Tekla Helena Grodecka z najstarszą wnuczką Marią Sulima Szawłowską

    Po ślubie młodzi państwo Grodeccy zamieszkali w Trzpiołach, gdzie przyszły na świat ich starsze dzieci: córka Helena,Maria i Kleofasa (Szawłowska) ur. 15.04.1867 – zm. w 1941 r.

    Helena Kleofasa, wyszła za mąż za Stanisława Szawłowskiego

    Syn Modest ur. 13.03.1870 r. – zm. 07.03.1932 (żonaty z Marią…), Karol ur. 04.02 1871 r. – zm. 20.10.1929 w Majdanie Skierbieszowskim (żonaty z Czechowską),Franciszek ur. 05.0.5.1873 r. – zm. 13.12. 1922 r. (żonaty z Konstancja Niewiarowską), Mieczysław ur. 08.08.1875 r. – zm. 21.02. (żonaty z Kamińską).
    Po śmierci ojca, Helena odziedziczyła majątek w Stupsku i odtąd zamieszkała wraz z mężem w nieistniejącym już dziś stupskim dworze.

    Tam przybyło na świat kolejnych sześcioro dzieci: Zygmunt ur.20.01.1877 r. – zm.11.02.1945 r.(żonaty z Pretwitz–Blotowską). Lucjan ur. 14.02.1879 – zm. w 1904 r. Roman ur. 28.10.1882 r. – zm. w maju 1975 r. w Horyszowie Polskim (żonaty z Zofia Baranowską), Jadwiga (Siennicka) ur. 01.02.1884 r. – zm. 02.02.1954 r., Maria (Stempkowska) ur. w 1886 r.

    Mój teść Józef

    ur. 16.07.1888 r. – zm. w Ciechocinku 19.08.1986 (żonaty z Ireną Jakubską i Marią Leonią Strycharzewską – matką mojej żony Barbary)

    a także najmłodsze z dzieci: córka Zofia(Kleniewska) ur. 27.07.1890 r. – zm. 26.01.1977 r. w Elblągu.

    Od nich, tak wyraźnie oznaczonych na drzewie – wyrastają liczne gałęzie kuzynek i kuzynów, ich z kolei potomstwa, potomków potomstwa etc.… Wystarczy tylko wszystkie te nici wiążące, z urodzonym w 1743 roku Jakubem Grodeckim połączyć,

    a dzięki tym genealogicznym wypominkom nostalgiczny smutek przemijania będzie mniejszy. Opisując historię tych, którzy w łańcuchu pokoleń przed nimi żyli – przekazuję pamięć o nich wnuczkom i wnukom.
    Z tego wywodu dziedzictwa – niech czerpią wiedzę o swoim pochodzeniu, niech też mają przeświadczenie, iż liczne cienie przodków wspierają ich – w ich wyprawie w przyszłość.

    Stanisław Wodyński

  3. I cried while watching the video. StoryCorp brang a lot of beautiful, lovely and meaningful family stories but also many sad stories. Husband loved his wifes for more than 70 years, fathers were always ready to give their children the love and hope or from two strangers became familiar. In short, the family was always the place where we were born and also the place forever waiting for us to return.